Uroczystość przekraczania równika (chrzest równikowy)
Uroczystość przekraczania równika funkcjonowała również jako chrzest morski dla nowo przybyłych na pokład, szczególnie na żaglowcach. Już kilka dni wcześniej żeglarze każdą wolną chwilę przeznaczali na przygotowania. Z rozmaitych materiałów tworzyli różnokolorowe, ekstrawaganckie kostiumy króla mórz Neptuna, jego żony (na pokładach statków niemieckich była nazywana Tetydą, polskich – Prozerpiną lub Amfitrytą, podczas gdy w mitologii rzymskiej żoną Neptuna była Salacja) i całej dworskiej świty. Po osiągnięciu równika towarzystwo to dowodziło „chrztem” tzw. „neofitów”: najmłodszych członków załogi i pasażerów znajdujących się na pokładzie. Dzień przed tym wielkim wydarzeniem marynarz na oku krzyczał: „Uwaga!”, a donośny głos Trytona rozlegający się z głębin (czyli z bulaja pod pokładem) zapowiadał przybycie dostojnych gości. Żeglarze mieli wolną rękę w przygotowywaniu tych zabaw.
Całe towarzystwo zjawiało się na czas w swoich dziwacznych kostiumach: Tryton ze splecionymi włosami, Neptun z trójzębem, zarówno on jak i jego żona powiewający długimi blond włosami dziwnie pachnącymi konopią W świcie znajdował się również astrolog w błękitnym płaszczu i golibroda z ostrą brzytwą.
Czasami kandydaci do chrztu byli traktowani tak brutalnie, że wymagało to interwencji kapitana. Neofici byli smarowani najbardziej wymyślnymi mazidłami, pławieni w wielkich beczkach tak długo, aż nic nie słyszeli i nie widzieli („próba wody”), a następnie „balsamowani” smołą lub innymi środkami konserwującymi. Wówczas podchodził do nich golibroda z brzytwą. Ostatecznie jednak otrzymywali bogato zdobiony certyfikat poświadczający, że przekroczyli równik. Dla uczczenia tej okazji przygotowywano specjalny poczęstunek, np. świeży chleb ze smażonymi śledziami z puszki, a do picia piwo i wódka. Nikt nie mógł się wykręcić od udziału w tej ceremonii; każdy żeglarz, płynący w kierunku równika dobrze to wiedział i chcąc nie chcąc musiał przez nią przejść.





